poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Siwejka w Górach Hańczowskich

Lubimy włóczyć się połemkowskimi dolinami. I zwiedzać wsie Czarne, Lipna, Długie i Radocyna. Gdy ruszamy natomiast na zachód Beskidu Niskiego, celem naszym jest zdobycie jakiegoś szczytu. Zachodnia część Beskidu Niskiego, tzw. Góry Hańczowskie to najwyższe pasmo gór naszego regionu z górującą Lackową 997m n.p.m.
Tym razem weszliśmy na Siwejkę (785m n.p.m).  Brak liści na bukach umożliwił nam podziwianie sąsiednich szczytów. Podejście pod górę, od północnej strony, było ostre, ale daliśmy radę. Momentami wspinaliśmy się prawie na czworakach. Warto było, zwłaszcza, że dzieci podsumowały wyprawę jako udaną. Scenariusz był taki sam jak zawsze, najpierw marudzenie, że znowu trzeba iść pod górę, ale potem pełna euforia. Nasz czterolatek całą drogę przeszedł sam. Jesteśmy dumni.
W tym roku, w wakacje, mamy zamiar zdobyć wszystkie szczyty Gór Hańczowskich. Taką naszą koronę Beskidu Niskiego.
Tata chciał iść na skróty...

Widok w kierunku Hańczowej




Sąsiednie szczyty

Widok na dolinę Ropek

Powrót ekipy

czwartek, 10 kwietnia 2014

Nostalgicznie w Beskidzie Niskim

Kocham słońce, wysokie temperatury. Dlatego cieszę się, że wiosna w tym roku tak szybko nadeszła. Można wypić na polu kawę, podać w sobotę obiad pod wiatą. Dzieci ze swoimi zabawami wybyły na podwórko. W tym roku planują budowę tipi - namiotu indiańskiego, w którym mają zamiar spędzić całe wakacje.
Ale w Beskidzie Niskim bywają dni jak dzisiejszy i wczorajszy. Gdy pada, siąpi. Jest smutno i nostalgicznie. Te dni również lubię. W beskidzkich dolinkach rozpościera się gęsta mgła, rechoczą żaby, wychodzą na spacer salamandry. Nad głowami latają orliki krzykliwe. Brak turystów, których odstraszyła pogoda.  I my, w kaloszach bo błoto straszne, wybieramy się wtedy w samo centrum łemkowszczyzny. Ostatnio dotarliśmy do rozstaju dróg Czarnego i Lipnej. Stąd te urokliwe krzyże i kapliczki.
Pewnie powtarzam się, ale napiszę to jeszcze raz. Beskid Niski to specyficzne miejsce, pełne nostalgii, smutku, jakieś beznadziei. Gdzie obcuje się z duchem przeszłości. A zarazem z dziką przyrodą, na szczęście nie zaśmieconą przez wszechobecne atrakcje turystyczne. To tutaj jakiś miesiąc temu, moi znajomi natrafili na parę rysi. To tutaj można pomyśleć co dalej, co warto w życiu robić i co jest najważniejsze. Można zatrzymać się lub po prostu zwolnić, w tym naszym prędkim życiu.




poniedziałek, 24 marca 2014

Beskidzkie klimaty

Wczoraj, przy pięknej wiosennej pogodzie wybraliśmy się na przejażdżkę. Do znajomych. Wszyscy to "przesiedleńcy" z dużych miast. W tym oczywiście stolicy. Zahaczyliśmy o trzy domy, wszystkie drewniane, stare, pieczołowicie odnawiane przez nowych właścicieli. W tym dwie chyże łemkowskie. Nowi właściciele próbują zachować to co piękne w tych domach, stare i  tradycyjne. Mimo, że stawiają nowe piece, zachowują ich naturalny wygląd, wielkość i funkcjonalność. Piece zajmują często pół kuchni, przechodzą na salon, gdzie połączone są z kominkiem. Do tego wyposażone są w podkowy, które rozprowadzają wodę na kaloryfery. 
Abyście mogli poczuć atmosferę tych domów w załączeniu kilka zdjęć. A na końcu przepis na proziaki, beskidzki przysmak wprost z gorącej blachy wiejskiej kuchni.







Na koniec jak obiecałam przepis na proziaki, podpłomyki lub sodaki. Jak kto woli. Przepis prosty, bo wystarczy szklanka maślanki lub zsiadłego mleka, pół łyżeczki sody, szczypta soli i mąka. Składniki łączymy, wyrabiamy kilka minut. Ciasto ma być miękkie ale nie kleiste i  nie za twarde. Najlepiej Ciasto wyrobić i zostawić na trochę. Formować małe placuszki i kłaść na gorącej kuchennej blasze. Można smażyć na suchej patelni. Gdy się zarumienią zdjąć, wystudzić. Podawać wg uznania z sosami i innymi dodatkami. Przepyszne z masłem czosnkowym. Smacznego.


środa, 19 marca 2014

Beskidzkie przedwiośnie

W tym roku zimy nie było, wiosna przyszła niespodziewanie szybko i wszystkich zaskoczyła. Zaskoczyła słońcem, wysoką, kilkunastostopniową temperaturą. Rośliny i kwiatki nie potrzebowały więc dużo czasu, żeby zakwitnąć. Co widać na załączonych zdjęciach :-)





niedziela, 9 marca 2014

Spacer do Bodaków przez Pstrążne

Pierwszy tak długi spacer w tym roku. Z Męciny Małej do Bodaków, górami, przez bukowy las, w marcowym słońcu. Cztery godziny marszu, kilkanaście kilometrów. Ale było warto. Widoki na pasma beskidzkie, puste polany i buczynowe lasy. 
Pstrążne, dzisiaj przysiółek Bodaków, to wieś stara bo założona w 1342r. Biegła przez nią jedna z dróg handlowych z Biecza do Bardiowa. Jedna z dróg biegła wzdłuż rzeki Sękówki. Zwana jest  dzisiaj węgierską drogą. Trakt węgierski często zalewany był przez wody rzeki Sękówki. Pobudowano zatem, drugą drogę grzbietami górskimi. Takie poprowadzenie nie wymagało budowy mostów, a na górze teren szybciej obsychał. Trasa biegła z Biecza, przez Korczynę, Wójtową, Lipinki, Rozdziele, Wapienne, Męcinę Wielką,  Przegoninę, Bartne, Banicę, Krzywą, Jasionkę do Koniecznej, gdzie łączyła się z drogą węgierską. W Pstrążnem znajdowała się siedziba i mieszkanie straży, stąd pierwotna nazwa Stróżna. 
Wieś Pstrążne należała do parafii w Męcinie Wielkiej. Zatem mieszkańcy wsi aby dostać się do cerkwi maszerowali, jak my dzisiaj, przez góry, kilka kilometrów w jedną stronę. Zresztą przy wejściu do cerkwi w Męcinie, po prawej stronie widnieje napis, z wyszczególnionymi wsiami oraz z liczbą ich mieszkańców.
Męcińska cerkiew, dzisiaj użytkowana przez kościół rzymskokatolicki ma dla nas szczególny charakter. Tam zostały ochrzczone nasze dzieci, tam bywamy na mszy świętej. Bogactwo ściennych malowideł, ikonostas (właśnie odnawiany), ceramiczna, podłogowa mozaika i zapach starego, cerkiewnego drewna, sprawia, że atmosfera w czasie nabożeństw jest szczególnie wzniosła.







A na koniec humorystyczne zdjęcie. Jak to zwierzęta wypatrują wiosennego słoneczka:-)



niedziela, 16 lutego 2014

W Beskidzie przedwiośnie

W kalendarzu zima, a za oknem wiosna. Słońce, 10 stopni na plusie i pierwsze kwiaty w ogródku. Na zimowym spacerze w okolicach Bartnego szliśmy w błocie i wodzie. Poniżej dwa zdjęcia, z zamglonej doliny Bartnego autorstwa przyjaciela Darka.
Żeby poczuć  zimę i trochę podreptać po śniegu wybraliśmy się zatem w Tatry. Zdjecia na naszym drugim blogu www.starafarma.blogspot.com.
Zapraszam
magda




poniedziałek, 27 stycznia 2014

W Beskid Niski wreszcie zawitała zima

Późno, ale wreszcie przyszła. Do nas jako ostatnia. Zasypana była już cała Polska, a u nas szaro, buro i niezimowo. Aż tu nagle w sobotę spadło tyle śniegu, że dzieci zaliczyły saneczkowe szaleństwa, a my udaliśmy się na spacer. Wszędzie biało, cicho i nieskazitelnie czysto. 
Natrafiliśmy na bardzo ciekawy dom, coś w stylu chyży, ale nie drewniany a murowany z kamienia. Długi na 20 metrów, z podziałem na część mieszkalną i gospodarczą. Nowi właściciele, kamień po kamieniu uzupełniali, czyścili i powoli przywracali domowi piękny, tradycyjny wygląd. Między kamieniami glina, drewniane belki nad oknami. Ciekawe jak zrobią w środku?
A poniżej kilka zimowych fotek i oczywiście dom. Może ktoś gdzieś widział podobny?