poniedziałek, 19 maja 2014

Jaworzyna w Beskidzie Niskim

Tylko przestało lać, rzeczki i strumienie ucichły, więc my oczywiście poszliśmy w góry. Nie byliśmy na szlaku jakiś miesiąc. Mając do wyboru spacer doliną lub wejście na kolejny szczyt, dzieci wybrały to drugie. Chyba złapały bakcyla.
Szły niestety w kaloszach, bo w górach było mokro i błotniście. 
Jednak udało nam się z Regietowa dojść do Jaworzyny Konieczniańskiej (881m n.p.m.) i z powrotem. Wejście na szczyt jest niezbyt strome. Nawet czterolatki tym razem maszerowały na własnych nóżkach.  Na szczycie posiłek z rozległym widokiem, aż po zalew Klimkówka. Zejście przez las, a potem bieg przez ogromne pastwisko. Tu przywitało nas stado koni i rwąca rzeczka do pokonania. 
Do tego na Jaworzynie chyba wytropiliśmy ślady wilka (W załączeniu zdjęcie. Prosimy o komentarz znawców). Zatem moc atrakcji, piękna pogoda i miłe francuskie towarzystwo sprawiło, że byliśmy dotlenieni i spełnieni.

ślady
widok ze szczytu na zalew
rozległe beskidzkie łąki
...a na nich konie

przyjazne i łagodne


czwartek, 24 kwietnia 2014

Lackowa - 997m n.p.m.

Cel naszej wyprawy
Ostatnią wyprawę górską możemy uznać za udaną. Zdobyliśmy najwyższy szczyt Beskidu Niskiego - Lackową, dzieci zaczerpnęły trochę wiedzy z zakresu przyrody i geografii, spędziliśmy dzień aktywnie i w bardzo miłym towarzystwie. Ale po kolei.
Postanowiliśmy wchodzić na Lackową od strony Krynicy, a dokładnie z Izb. Wiedzieliśmy, że z tej strony wejście jest trudniejsze, bardziej strome. Ale idąc z dziećmi uznaliśmy, że lepiej wchodzić po stromym zboczu, niż schodzić. Przy schodzeniu łatwo o kontuzję, skręcenie kostki, zwłaszcza u maluchów.
Początek był łagodny, dlatego naszym dzieciom szybko zaczęło się nudzić. Na szczęście natrafiliśmy na traszkę z wielką kolonią kijanek. W niewielkiej kałuży pływały setki czarnych kijanek. Nasz syn Mikołaj był zachwycony, musiał koniecznie wziąć traszkę do ręki i z każdej strony obejrzeć. Później sfotografować. Gdy ruszyliśmy dalej, zaczęły się standardowe pytania dotyczące traszki i innych płazów: dlaczego? co? gdzie? kiedy? itd. Ale dzięki temu ubywało nam drogi a dzieci szły jak nigdy dotąd.
Problem pojawił się, gdy przed nami wyrosła stroma, prawie pionowa góra. Jękom nie było końca. Uzgodniliśmy, że będziemy liczyć po kolei, we wszystkich znanych nam językach. Dzieciaki liczyły i maszerowali, trochę na nogach, trochę na czworakach. I tak dotarliśmy do grzbietu Lackowej. 
A tu kolejna niespodzianka. Szlak poprowadzony jest wzdłuż granicy polsko-słowackiej. Nie lada atrakcją była dla dzieci możliwość ciągłego przekraczania granicy. Co chwila mogli być a to w Polsce, a to na Słowacji. Albo, że jedną nogą są w Ojczyźnie a drugą u naszych sąsiadów.
Maszerując w kierunku szczytu po prawej mieliśmy widok na słowacką część Beskidu Niskiego z górującym szczytem Busov (1002 m n.p.m.), a po lewej polskie beskidzkie szczyty.
Na Lackowej urządziliśmy sobie piknik, z gorąca herbatą i świątecznym sernikiem.
A potem pozostało nam już tylko zejście w dół, w kierunku Bielicznej. Trasa była o wiele łatwiejsza, wzdłuż rzeczki, którą musieliśmy przechodzić kilkanaście razy. W pustej dolince, niegdyś łemkowskiej, naliczyliśmy kilka kamiennych piwniczek i mnóstwo dzikich jabłoni. Niegdyś toczyło się tam łemkowskie życie, do dziś pozostały zdziczałe sady i pozostałości domowych podmurówek. 
Na koniec jeszcze zwiedzanie murowanej cerkwi w Bielicznej i powrót do domu.
Mikołaj ogląda traszkę
Kijanki w beskidzkiej kałuży
Traszka
Czas na zadawanie pytań
Gęsiego pod górę

 
Najtrudniejszy odcinek wspinaczki

Słowacka część Beskidu Niskiego
Widok na polską część Beskidu Niskiego
Połemkowska piwnica
Cerkiew w Bielicznej
Cerkiew

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Siwejka w Górach Hańczowskich

Lubimy włóczyć się połemkowskimi dolinami. I zwiedzać wsie Czarne, Lipna, Długie i Radocyna. Gdy ruszamy natomiast na zachód Beskidu Niskiego, celem naszym jest zdobycie jakiegoś szczytu. Zachodnia część Beskidu Niskiego, tzw. Góry Hańczowskie to najwyższe pasmo gór naszego regionu z górującą Lackową 997m n.p.m.
Tym razem weszliśmy na Siwejkę (785m n.p.m).  Brak liści na bukach umożliwił nam podziwianie sąsiednich szczytów. Podejście pod górę, od północnej strony, było ostre, ale daliśmy radę. Momentami wspinaliśmy się prawie na czworakach. Warto było, zwłaszcza, że dzieci podsumowały wyprawę jako udaną. Scenariusz był taki sam jak zawsze, najpierw marudzenie, że znowu trzeba iść pod górę, ale potem pełna euforia. Nasz czterolatek całą drogę przeszedł sam. Jesteśmy dumni.
W tym roku, w wakacje, mamy zamiar zdobyć wszystkie szczyty Gór Hańczowskich. Taką naszą koronę Beskidu Niskiego.
Tata chciał iść na skróty...

Widok w kierunku Hańczowej




Sąsiednie szczyty

Widok na dolinę Ropek

Powrót ekipy

czwartek, 10 kwietnia 2014

Nostalgicznie w Beskidzie Niskim

Kocham słońce, wysokie temperatury. Dlatego cieszę się, że wiosna w tym roku tak szybko nadeszła. Można wypić na polu kawę, podać w sobotę obiad pod wiatą. Dzieci ze swoimi zabawami wybyły na podwórko. W tym roku planują budowę tipi - namiotu indiańskiego, w którym mają zamiar spędzić całe wakacje.
Ale w Beskidzie Niskim bywają dni jak dzisiejszy i wczorajszy. Gdy pada, siąpi. Jest smutno i nostalgicznie. Te dni również lubię. W beskidzkich dolinkach rozpościera się gęsta mgła, rechoczą żaby, wychodzą na spacer salamandry. Nad głowami latają orliki krzykliwe. Brak turystów, których odstraszyła pogoda.  I my, w kaloszach bo błoto straszne, wybieramy się wtedy w samo centrum łemkowszczyzny. Ostatnio dotarliśmy do rozstaju dróg Czarnego i Lipnej. Stąd te urokliwe krzyże i kapliczki.
Pewnie powtarzam się, ale napiszę to jeszcze raz. Beskid Niski to specyficzne miejsce, pełne nostalgii, smutku, jakieś beznadziei. Gdzie obcuje się z duchem przeszłości. A zarazem z dziką przyrodą, na szczęście nie zaśmieconą przez wszechobecne atrakcje turystyczne. To tutaj jakiś miesiąc temu, moi znajomi natrafili na parę rysi. To tutaj można pomyśleć co dalej, co warto w życiu robić i co jest najważniejsze. Można zatrzymać się lub po prostu zwolnić, w tym naszym prędkim życiu.




poniedziałek, 24 marca 2014

Beskidzkie klimaty

Wczoraj, przy pięknej wiosennej pogodzie wybraliśmy się na przejażdżkę. Do znajomych. Wszyscy to "przesiedleńcy" z dużych miast. W tym oczywiście stolicy. Zahaczyliśmy o trzy domy, wszystkie drewniane, stare, pieczołowicie odnawiane przez nowych właścicieli. W tym dwie chyże łemkowskie. Nowi właściciele próbują zachować to co piękne w tych domach, stare i  tradycyjne. Mimo, że stawiają nowe piece, zachowują ich naturalny wygląd, wielkość i funkcjonalność. Piece zajmują często pół kuchni, przechodzą na salon, gdzie połączone są z kominkiem. Do tego wyposażone są w podkowy, które rozprowadzają wodę na kaloryfery. 
Abyście mogli poczuć atmosferę tych domów w załączeniu kilka zdjęć. A na końcu przepis na proziaki, beskidzki przysmak wprost z gorącej blachy wiejskiej kuchni.







Na koniec jak obiecałam przepis na proziaki, podpłomyki lub sodaki. Jak kto woli. Przepis prosty, bo wystarczy szklanka maślanki lub zsiadłego mleka, pół łyżeczki sody, szczypta soli i mąka. Składniki łączymy, wyrabiamy kilka minut. Ciasto ma być miękkie ale nie kleiste i  nie za twarde. Najlepiej Ciasto wyrobić i zostawić na trochę. Formować małe placuszki i kłaść na gorącej kuchennej blasze. Można smażyć na suchej patelni. Gdy się zarumienią zdjąć, wystudzić. Podawać wg uznania z sosami i innymi dodatkami. Przepyszne z masłem czosnkowym. Smacznego.


środa, 19 marca 2014

Beskidzkie przedwiośnie

W tym roku zimy nie było, wiosna przyszła niespodziewanie szybko i wszystkich zaskoczyła. Zaskoczyła słońcem, wysoką, kilkunastostopniową temperaturą. Rośliny i kwiatki nie potrzebowały więc dużo czasu, żeby zakwitnąć. Co widać na załączonych zdjęciach :-)





niedziela, 9 marca 2014

Spacer do Bodaków przez Pstrążne

Pierwszy tak długi spacer w tym roku. Z Męciny Małej do Bodaków, górami, przez bukowy las, w marcowym słońcu. Cztery godziny marszu, kilkanaście kilometrów. Ale było warto. Widoki na pasma beskidzkie, puste polany i buczynowe lasy. 
Pstrążne, dzisiaj przysiółek Bodaków, to wieś stara bo założona w 1342r. Biegła przez nią jedna z dróg handlowych z Biecza do Bardiowa. Jedna z dróg biegła wzdłuż rzeki Sękówki. Zwana jest  dzisiaj węgierską drogą. Trakt węgierski często zalewany był przez wody rzeki Sękówki. Pobudowano zatem, drugą drogę grzbietami górskimi. Takie poprowadzenie nie wymagało budowy mostów, a na górze teren szybciej obsychał. Trasa biegła z Biecza, przez Korczynę, Wójtową, Lipinki, Rozdziele, Wapienne, Męcinę Wielką,  Przegoninę, Bartne, Banicę, Krzywą, Jasionkę do Koniecznej, gdzie łączyła się z drogą węgierską. W Pstrążnem znajdowała się siedziba i mieszkanie straży, stąd pierwotna nazwa Stróżna. 
Wieś Pstrążne należała do parafii w Męcinie Wielkiej. Zatem mieszkańcy wsi aby dostać się do cerkwi maszerowali, jak my dzisiaj, przez góry, kilka kilometrów w jedną stronę. Zresztą przy wejściu do cerkwi w Męcinie, po prawej stronie widnieje napis, z wyszczególnionymi wsiami oraz z liczbą ich mieszkańców.
Męcińska cerkiew, dzisiaj użytkowana przez kościół rzymskokatolicki ma dla nas szczególny charakter. Tam zostały ochrzczone nasze dzieci, tam bywamy na mszy świętej. Bogactwo ściennych malowideł, ikonostas (właśnie odnawiany), ceramiczna, podłogowa mozaika i zapach starego, cerkiewnego drewna, sprawia, że atmosfera w czasie nabożeństw jest szczególnie wzniosła.







A na koniec humorystyczne zdjęcie. Jak to zwierzęta wypatrują wiosennego słoneczka:-)